Nauka Kościoła
Komunia podawana na rękę
Co Ojciec Święty myśli o
Komunii na rękę?
"Został wydany list
apostolski, który zarządza, że potrzeba na to osobnego ważnego zezwolenia. Ale
powiem panu, że nie jestem przychylny tej praktyce i jej nie zalecam. Zezwolenia
udzielono ze względu na szczególny nacisk kilku biskupów diecezjalnych."
Wśród wiadomości warto zapewne
bliżej zapoznać się depeszami o ciągu dalszym rebelii w diecezji Linz oraz
renesansie zainteresowania konserwatywnymi myślicielami w Kościele.
Zwracamy także uwagę na
program
sesji
organizowanej w dniach 11 - 13 marca 2005 r.
w Centrum Duchowości Księży
Jezuitów w Częstochowie w którym wezmą udział m.in. przedstawiciele "Christianitas",
"Frondy" i "Międzynarodowego Przeglądu Politycznego".
Na zakończenie jeszcze jedno
wspomnienie dotyczące Jana Pawła II i jego osobistego stosunku do Komunii św.
"na rękę". Miało to miejsce czasie pierwszej pielgrzymki do Francji. Gdy na
Mszy papieskiej wśród podchodzących do Komunii podeszła z wyciągniętymi dłońmi
żona prezydenta Giscarda d'Estaing, Papież nie zareagował na jej gest, a
ceremoniarz papieski opuścił jej ręce - Papież udzielił Komunii do ust. Działo
się to w kraju, gdzie zezwolono legalnie na Komunię na rękę!
Jak "amen" w pacierzu...
Trochę rubasznie brzmi to potoczne określenie funkcjonujące w języku polskim,
ale - wbrew pozorom - jego znaczenie może nam wiele powiedzieć, także w
odniesieniu do innego pola semantycznego. Mówi się tak nieraz, gdy chce się
zaakcentować nieuchronność czegoś, pewność i doniosłość wydarzenia, jego
zupełność i nieodwracalność, kiedy chodzi o mocne potwierdzenie deklaracji (np.
przysięgi). Znaczenie to nabiera jeszcze większej mocy w liturgii.
Słowo "amen" ma swoją historię sięgającą czasów starotestamentalnych - pochodzi
z języka hebrajskiego i znaczy "niech tak się stanie". Jako że towarzyszy zwykle
proklamacji Słowa Bożego, modlitwie, jest odpowiedzią na to Słowo, wyrazem wiary
w Bożą obecność i posłuszeństwa wezwaniu, wiary w Jego moc i świadectwo. Słowo
to, mimo że krótkie, jest niezwykle ważne w liturgii i modlitwie prywatnej -
problem polega na tym, że bardzo często zupełnie nam umyka. Zamienia się w jakiś
bliżej nieokreślony niemrawy pomruk bądź zupełne milczenie. Takie są realia
wielu niedzielnych Eucharystii - a szkoda... Zatem dziś kilka refleksji na ten
temat, bo wcale nie należy on do banalnych.
W języku hebrajskim słowo to pochodzi od tego samego rdzenia, co wyraz
"wierzyć". Wyraża trwałość, niezawodność, wierność. U proroka Izajasza Bóg jest
nazywany "Bogiem Amen" (Iz 65,16). Biblia tłumaczy to jako "Bóg
prawdziwy/wiemy". Gdyby chcieć namalować słowo "amen", można by użyć obrazu
kotwicy. Symbolizuje ono wewnętrzną, bardzo intymną nić porozumienia pomiędzy
Stwórcą i człowiekiem, wzajemną obietnicę, która wypowiada się w wierze i
Opatrzności. Dotyka więc najgłębszej, najintymniejszej relacji, jaka leży u
podstaw religii.
Podczas Mszy św. wypowiadamy "amen" wielokrotnie. Za każdym razem ma wielką
wartość, ale na szczególną uwagę zasługują trzy niezwykle ważne momenty.
Pierwszy, kiedy wyznajemy wiarę - wypowiedziane na końcu "amen" jest
zakorzenieniem wszystkich fundamentalnych, wypowiedzianych uroczyście prawd
wiary - przyjętych nie tylko rozumem, ale także sercem. Drugi moment to
aklamacja kończąca Modlitwę Eucharystyczną tzw. doksologia ("Przez Chrystusa, z
Chrystusem,.."). Wypowiadane wówczas "amen" (Kościół zachęca, aby było ono
zawsze uroczyście wyśpiewane) jest najważniejsze w całej Mszy św. Jest to
afirmacja misterium zbawienia - które jest dziełem całej Trójcy Św. -
urzeczywistniającego się na naszych oczach, tu i teraz, podczas Eucharystii.
Trzecie "amen", wypowiadane podczas przyjmowania Komunii Świętej, wyraża wiarę w
tę obecność, jest wyrazem jedności z całą wspólnotą wierzących.
Anzelm z Cantenbury pisał: "(...) Amen jest aktem otwierającym czas i
zamykającym go, jest kluczem, który otwiera drzwi wieków". Warto więc
dowartościować to słowo podczas naszego uczestnictwa w liturgii - aby klucz był
kluczem, a nie nic niewartym wytrychem... Jest ono krótkie, ale niesie w sobie
znaczenie nieskończone.
ks. Paweł Siedlanowski, "Nasz Dziennik" z 20.11.2003